super :D ale na fachowe wytłumaczenie tego zjawiska z mojej strony nie licz, bo ja nawet pojęcia nie miałem, że Gumisie tak pięknie potrafią świecić ;)
Podgrzany chloran rozpada się na chlorek i tlen – wystarczającą jego ilość, żeby rozpoczęło się spalanie gumisia, a ściślej: glukozy w nim zawartej. Spalanie glukozy to reakcja silnie egzotermiczna, podczas której powstaje jeszcze więcej tlenu, który napędza reakcję. A my w rezultacie możemy obserwować coraz żwawszą egzekucję miśka.
P.S. A osoba, która nagrywała doświadczenie powinna się wstydzić – przy tym eksperymencie niezbędne są rekawiczki, okulary i fartuch! Przecież te filmiki ogląda młodzież, która potem będzie to próbowała powtórzyć jak znam życie. I niech komuś strzeli taki misiek prosto w oko…
@Rafał – żelowe miśki to raczej żelatyna, a nie glukoza ;) Poz tym chyba nie jest tak jak napisałeś – podczas spalania tych miśków nie może powstawać tlen ;)
@Marcin – Rafał użył skrótu myślowego… Tlen powstaje oczywiście nadal z chloranu (V) potasu, ponieważ jeszcze bardziej jest podgrzewany cały interes! I tak się bawimy aż do wyczerpania KClO3. A miśki mają w sobie cukier (co każde dziecko lubiące jeść gumisie wie) i żelatynę tworząca szkielet misiowy… :P
Edit: Poszukałem w sieci i znalazłem skład żelek(żelków): syrop glukozowy, sacharoza lub dekstroza, żelatyna wieprzowa, ekstrakty owocowe i warzywne, naturalne aromaty, skrobia, olej roślinny i kwas cytrynowy.
@Marcin Łuniewski – Dzięki, już niedługo… Będę Was na bieżąco informował i zaproszenie na obronę publiczną też umieszczę w odpowiednim terminie :)
Eh zamiast niszczyć te biedne małe misiaczki i rozważać ich rozpad dalibyście biednej Gosi kilka do zjedzenia. Myślę że i one byłby by szczęśliwsze w moim żołądku z kwasami trawiennymi w kąpieli i ja bym była usatysfakcjonowana :)
Gratuluje ukończenia pracy i doprowadzenia pierwszej magistranki do obrony, człowiek do współpracy jest czasem ważniejszy od promootora ;)
Już myślę nad pytaniem na obronę i oczywiście trzymam kciuki :)
a jesli chodzi o misia to zgadzam się z Gosią!
Najlepsza chemia to taka którą można zrobić na co dzień z dostępnych łatwo materiałów w każdym domu. Pewnie nie jeden początkujący “chemik domowy” zaczynał od takich eksperymentów, prostych, a zarazem dających tak dużo satysfakcji bo kto by się spodziewał, że taki mały żelkowy misio może dać tyle ciepła i radości :D
@Ania – dzięki za pierwszy wpis – wreszcie się odważyłaś :P Ja uważam, że Promotor to Promotor, a Opiekun to Opiekun – mądre prawda? Jedna i druga funkcja jest potrzebna przy dobrej pracy…
Chciałem tylko nadmienić, że Ola nie jest pierwszą magistrantką, z którą pracowałem… W zeszłym roku był Marek Dziadosz, a dwa lata temu Gosia Lech. I co więcej ich prace były czysto pirolityczne:) Ale to nie ten wątek…
Wszystko zależy od koloru gumisia, ponieważ zachodzi sublimacja, a także reakcja oderwania połączona z addycją – to moja teoria, a dla chemików takie wyjaśnie to brednie ;-)
Moja “wiedza” chemiczna kończy się na pewności, że kwasów nie dodajemy do wody …. lub odwrotnie?!
Ja myślę, że to wcale nie jest tak jak mówicie – Misiek po prostu chciał być wystrzałowy i… zabłysnął :) Każda laska jego
Leave a Reply
Welcome!
I am Jakub Milczarek, and this is my website. Feel free to have a look around and to check out some of my photos, or articles on my expeditions and other topics...
Wednesday, June 17th, 2009 @ 12:26 AM
super :D ale na fachowe wytłumaczenie tego zjawiska z mojej strony nie licz, bo ja nawet pojęcia nie miałem, że Gumisie tak pięknie potrafią świecić ;)
Wednesday, June 17th, 2009 @ 12:28 PM
Podgrzany chloran rozpada się na chlorek i tlen – wystarczającą jego ilość, żeby rozpoczęło się spalanie gumisia, a ściślej: glukozy w nim zawartej. Spalanie glukozy to reakcja silnie egzotermiczna, podczas której powstaje jeszcze więcej tlenu, który napędza reakcję. A my w rezultacie możemy obserwować coraz żwawszą egzekucję miśka.
P.S. A osoba, która nagrywała doświadczenie powinna się wstydzić – przy tym eksperymencie niezbędne są rekawiczki, okulary i fartuch! Przecież te filmiki ogląda młodzież, która potem będzie to próbowała powtórzyć jak znam życie. I niech komuś strzeli taki misiek prosto w oko…
Wednesday, June 17th, 2009 @ 03:27 PM
@Rafał – dzięki za fachowe wytłumaczenie :) Ale powiem, że liczyłem na jakieś wytłumaczenia mniej naukowe niechemików :P
Wednesday, June 17th, 2009 @ 06:11 PM
@Rafał – żelowe miśki to raczej żelatyna, a nie glukoza ;) Poz tym chyba nie jest tak jak napisałeś – podczas spalania tych miśków nie może powstawać tlen ;)
Wednesday, June 17th, 2009 @ 06:51 PM
Gratuluję stworzenia książeczki ;) Mam nadzieję, że dalej obejdzie się bez problemów i tytuł doktora wpadnie do kieszeni tak łatwo jak się da ;)
Wednesday, June 17th, 2009 @ 08:21 PM
@Marcin – Rafał użył skrótu myślowego… Tlen powstaje oczywiście nadal z chloranu (V) potasu, ponieważ jeszcze bardziej jest podgrzewany cały interes! I tak się bawimy aż do wyczerpania KClO3. A miśki mają w sobie cukier (co każde dziecko lubiące jeść gumisie wie) i żelatynę tworząca szkielet misiowy… :P
Edit: Poszukałem w sieci i znalazłem skład żelek(żelków): syrop glukozowy, sacharoza lub dekstroza, żelatyna wieprzowa, ekstrakty owocowe i warzywne, naturalne aromaty, skrobia, olej roślinny i kwas cytrynowy.
@Marcin Łuniewski – Dzięki, już niedługo… Będę Was na bieżąco informował i zaproszenie na obronę publiczną też umieszczę w odpowiednim terminie :)
Wednesday, June 17th, 2009 @ 09:16 PM
Oczywiście, że w miśkach musi być cukier. Próbowaliście kiedyś jeść galaretkę z samej żelatyny? Obrzydliwstwo!
A cukier to sacharoza, a sacharoza to dimer glukozy i fruktozy. Zresztą fruktoza też się pewnie pięknie spala w tym procesie…
Wednesday, June 17th, 2009 @ 10:45 PM
Eh zamiast niszczyć te biedne małe misiaczki i rozważać ich rozpad dalibyście biednej Gosi kilka do zjedzenia. Myślę że i one byłby by szczęśliwsze w moim żołądku z kwasami trawiennymi w kąpieli i ja bym była usatysfakcjonowana :)
Thursday, June 18th, 2009 @ 09:05 AM
Gratuluje ukończenia pracy i doprowadzenia pierwszej magistranki do obrony, człowiek do współpracy jest czasem ważniejszy od promootora ;)
Już myślę nad pytaniem na obronę i oczywiście trzymam kciuki :)
a jesli chodzi o misia to zgadzam się z Gosią!
Thursday, June 18th, 2009 @ 12:16 PM
Najlepsza chemia to taka którą można zrobić na co dzień z dostępnych łatwo materiałów w każdym domu. Pewnie nie jeden początkujący “chemik domowy” zaczynał od takich eksperymentów, prostych, a zarazem dających tak dużo satysfakcji bo kto by się spodziewał, że taki mały żelkowy misio może dać tyle ciepła i radości :D
Thursday, June 18th, 2009 @ 01:46 PM
@Ania – dzięki za pierwszy wpis – wreszcie się odważyłaś :P Ja uważam, że Promotor to Promotor, a Opiekun to Opiekun – mądre prawda? Jedna i druga funkcja jest potrzebna przy dobrej pracy…
Chciałem tylko nadmienić, że Ola nie jest pierwszą magistrantką, z którą pracowałem… W zeszłym roku był Marek Dziadosz, a dwa lata temu Gosia Lech. I co więcej ich prace były czysto pirolityczne:) Ale to nie ten wątek…
Thursday, June 18th, 2009 @ 02:23 PM
Wszystko zależy od koloru gumisia, ponieważ zachodzi sublimacja, a także reakcja oderwania połączona z addycją – to moja teoria, a dla chemików takie wyjaśnie to brednie ;-)
Moja “wiedza” chemiczna kończy się na pewności, że kwasów nie dodajemy do wody …. lub odwrotnie?!
Thursday, June 18th, 2009 @ 07:30 PM
Ja też bym się chętnie zaopiekowała takimi misiami, więc jeśli komuś zbywa to chętnie je przyjmę;)
Friday, June 19th, 2009 @ 12:14 AM
Porażające, biedny gumiś.. jak on piszczał! :((
Monday, June 29th, 2009 @ 12:23 AM
Ja myślę, że to wcale nie jest tak jak mówicie – Misiek po prostu chciał być wystrzałowy i… zabłysnął :) Każda laska jego