GoldenLine.pl  FaceBook  linkedin  Profeo  Google+  Nasza-Klasa  FILMWEB  wiki  last.fm  Flickr  linkedin  Allegro  EveryTrail

Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza – Bruno Ballardini

11 lutego 2011 | 20 komentarzy | Kategorie: Książki

Dziś będzie krótka recenzja książki, którą dostałem już jakiś czas temu od RafałaC.

Mowa oczywiście o pozycji pt. Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza autorstwa Bruno Ballardini’ego. Jak nietrudno się domyśleć – niestety nie władam językiem ojczystym Silvio Berlusconi’ego, wiec zapoznawałem się z dziełem w tłumaczeniu Michała Olesiuka.

Już na wstępie warto zacytować spis treści tej książki:

  • Genesis (marketingu)
  • Polityka cenowa jako czynnik strategiczny
  • Merchandising i przywiązanie klienteli
  • P jak propaganda
  • Benchmarking i najnowsze techniki
  • Zen i sztuka repozycjonowania

Zdziwieni? Pewnie tak, bo przecież ten spis treści wygląda jak podręcznik akademicki z Akademii Ekonomicznej Uniwersytetu Ekonomicznego, wstęp do marketingu, poradnik dla przedstawicieli handlowych lub inna książka stojąca niedaleko dzieł niejakiego Kiyosaki’ego :)

Zdziwienie może nam przejść jeśli od razu zauważymy podtytuł tego dzieła, a brzmi on: „jak Kościół wymyślił marketing„.

Na 200 stronach podstawowego tekstu + kilkunastu stronach przypisów i komentarzy autor starał się przeanalizować działanie Kościoła katolickiego dokładnie tak, jak analizuje się pod kątem marketingowym zwykłe przedsiębiorstwa.

Okazało się, że również część działalności tej religijnej organizacji można opisać zasadą 4P, czyli product, price, place, promotion!

Bruno Ballardini omawia podstawowe aspekty budowania przywiązania do marki, znaczenie dobrego loga oraz pod wieloma kątami analizuje relację sprzedawca – klient podając dość obficie przykłady. Jak można się spodziewać, autora tego marketingowego podejścia stosowanego przez Kościół katolicki Ballardini upatruje w św. Pawle (Szawle) z Tarasu.

Sama relacja klient-sprzedawca może być budowana na różnej podstawie. Tutaj autor wskazuje na przewagę zjawiska poczucia winy i odpowiedniego wzbudzania lub pobudzania tego doznania.

Podobno marketing umiera, bo rodzi się klienting (ang. clienting)! Ja jednak mam wrażenie, że marketing religijny nadal ma się bardzo dobrze i nic nie wskazuje na to aby ta sytuacja uległa zmianie!

Książkę czyta się bardzo dobrze i muszę przyznać, że jest zaskakująco wciągająca. Środowiska kościelne bardzo źle wyrażają się o niej, co jakby było do przewidzenia :), chociaż nie jest to specjalnie nachalny antyklerykalizm w stylu Fakty i Mity lecz sucha analiza pewnego zjawiska…

Podsumowując serdecznie polecam książkę Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza wszystkim zainteresowanym sprawami Kościoła katolickiego, sprawnym marketingiem i nowoczesnym biznesem!

Spodobał Ci się wpis? Podziel się nim ze znajomymi:
.

Może zainteresować Cię jeszcze:

20 komentarzy

  1. Jak objawia się antyklerykalizm tej książki? Pomyślałem, że to dobry prezent dla pewnej osoby wierzącej mocno, ale nie chcę potem mieć wielodniowej wojny w rodzinie ;) Ktoś wierzący udźwignie lekturę?

  2. Jakubie, zerknąłem szybko na http://www.estantevirtual.com.br – no i jest to tu przełożone. Ale… tytuł: Jesus lava mais branco. Sprawdziłem szybko jak wydali w języku katolickiej Hiszpanii: Jesús lava mas blanco. A oryginał włoski: Gesù lava più bianco. Czyli miało być: Jezus bielej pierze. No to jedno z dwojga: albo mamy do czynienia z kuzynem sławnej tłumaczki, która napletek przełożyła na lekki płaszcz narzucany na plecy – albo Polska jest niedorozwiniętą prowincją Państw Papieskich.

  3. @Marcin Łuniewski – Ja bym zaryzykował ale nie chcę brać odpowiedzialności :) Generalnie książka daleka jest od wszelakiej formy agresji ale bez problemu widzę audycję w Radiu Maryja mówiącą o tym, że pisana była z inspiracji szatana. Bruno Ballardini obnaża pewne mechanizm i bardzo krytycznie i sucho je analizuje…

    @andsol – Tak jak pisałem ja nie czytałem w oryginale, więc nie zwracałem na to uwagi. Tak czy inaczej według mnie ten tytuł brzmi całkiem dobrze i nie odbiega bardzo od podanego przez Ciebie oryginału (dziękuję swoją droga za informację), a wpisuje się w klimat słownictwa używanego w polskiej reklamie (np. reklama Viziru). Oczywiście nie zmienia to faktu, że masz racje i Watykan traktuje Polskę jako jedną z ważniejszych swoich prowincji…
    Polscy tłumacze robią lepsze babole: Dirty Dancing – Wirujący sex, Leap year – Irlandzkie zaręczyny, Die hard – Szklana pułapka itd. :)
    A o tłumaczeniu napletka nie słyszałem – skąd to?

  4. Z napletkiem to bardzo stare, może Kisiel, może Boy się nabijał… Śmietnik głowny utrzymał, ale bez ścieżki i bez time stamp.

  5. Zasady marketingu dzialaja podobnie zarowno blsko piekla jak i niedaleko niebios. Mozna je znalesc u rumunskiego zebraka siedzacego na skrupulatnie wybranej ulicy lub sklepikarza w indyjskim zaulku.
    Kuba – Fakty&mity i Radio dyrektora to moje dwie przyjemnosci(wiem, wiem -powiesz ze to seks powinien byc)ciesze sie ze nadmieniles obydwie w tej samej wypowiedzi)))

  6. Co do klientowania – to wydaje mi się, że to tylko kwestia przyłożenia uwagi do wybranej garstki zjawisk, kiedy rynkowanie przykłada uwagę do nieco innej garstki (choć pewnie z racji zaawansowania – nieco większej)

    @ Marcin Łuniewski – jak najbardziej udźwignie, przykłady są co prawda dość sugestywne i trudno nie odnieść wrażenia lekkiej jadowitości nawet przy przyłożeniu markietingowej ramki interpretacyjnej

    @ Jakub & Andsol – „Blind date” można przetłumaczyć jako „Randka ze ślepcem”, a są jeszcze takie półfonetyczne fenomeny jak Glasgow = poszło szkoło, albo let it be = puść to pszczoło imtp. :P

    @ Nova50+ – w tych przypadkach jestem skłonny sobie myśleć że najpierw były zachowania (żebractwo to jeden ze starszych ludzkich zawodów, a sztuka prezentacji amputowanej kończyny osiągnęła poziom profesjonalny już w średniowieczu, a kto wie czy i średniowieczni żebracy nie czerpali pełnymi garściami od klasyków) a potem marketing zaczął stwierdzać, które z tych zachowań są korzystne z markietingowego punktu widzenia

  7. Z punktu widzenia budowy biznesu sukcesu Watykan w pelni moza zrownac do takich przodujacych marek swiatowych jak Coca cola, Mc Donald, Ikea, H&M. Rozne drogi ale podobny sukces.

  8. @andsol – dziękuję za uzupełnienie…

    @Nova50+ – Zgadzam się się z Tobą prawie w 100%. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że praktycznie nie ma rumuńskich żebraków i jest to błędna nazwa zjawiska, bo są to częściej cygańscy żebracy lub jak kto woli romscy żebracy!
    Co do Faktów i Mitów i Radia Maryja to muszę przyznać, że również cieszę się z ich istnienia! W przyrodzie musi być zawsze równowaga, czy to będzie równowaga antyklerykalna – klerykalna w wydaniu F&M i RM, czy polityczna – Szkło kontaktowe w TVN i Rozmowy niedokończone w RM ;)

    @RafałC – O klientingu jeszcze kiedyś napiszę i o tej teorii 3 powodów… :)
    W innych kwestiach – Thank you from mountain! ;)

    @Nowa50+ (2) – Tutaj też się nie do końca zgodzę, bo według mnie Watykan jest dużo lepszy niż wymienione przez Ciebie światowe marki. Weź pod uwagę to, że Oni sprzedają coś nienamacalnego, a to wyższa szkoła jazdy…
    PS. Czemu nie zrobisz sobie gravatara? Wystarczy zarejestrować się w serwisie http://gravatar.com i przesłać tam jakąś grafikę – serdecznie polecam!

  9. @Kuba -niesmialo przystaje przy swoim. Wole obywatela rumunskiego nazwac rumunskim zebrakiem niz cyganskim, wole uslyszec „brudnego izraelczyka” niz brudnego araba, skapego polaka niz skapego zyda lub gorala, kryminaliste amerykanskiego niz muzyna zbrodniarza itd

    I jeszcze drugi niesmialy opor. Ja przyjmuje RM jako interesujacy mnie fenomen nietoleranji. Jedak daleko mi do twierdzenia ktore pada od Ciebie ze jest dla RM miejsce w imieniu rownowagi. Uwazam to za zawsze niebezpieczne dopuszczanie takich glosow nienawisci w imie demokracji i rownowagi.
    PS. Robie juz Gravatra tylko by spelnic Twoja wole))))

  10. Sprawa nie jest tak prosta jak się wydaje. Z jednej strony wolność słowa i tolerancja a z drugiej prawo, ścigające nienawiść, szerzenie ksenofobii, prześladowania itd..
    I tu obydwaj przedmówcy mają swoje racje, z obydwojgiem się zgadzam i nie zgadzam :) Sama chętnie bym zamknęła jadaczkę RM, mimo, że go nie słucham, to zdaję sobie sprawę (jestem informowana) jaki wpływ ma na słuchaczy i to nie tylko na miłujących OjDyra ale i na… przeciwników! Prawda Panowie?

    @Nowa.. nie ma w Polsce “rumuńskich żebraków”, z tego co wiem są to żebrzący Romowie.. to dla ścisłości… a może i rewizji Twojego dalszego wywodu..

    @Andsol.. tłumaczenie doskonałe z włoskiego- “Gesù lava più bianco-Jesus bielej pierze”.. jest takim prostym, przyziemnym, wiernym, surowym tłumaczeniem, nie oddaje tego, co pod tytułem się kryje..
    Swoboda tłumaczenia ma tu uzasadnienie wg mnie.. Czyż to nie brzmi lepiej? – “Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza”? To mnie to bardziej podnieca.. tzn uduchawia i prowokuje do lektury! :)

  11. @Krystyna, nie rozumiem dlaczego zebrzacego czlowieka z obywatelstwem rumunskim mam nazywac romem a nie rumunem. A to czy w Polsce czy w wolce wilenskiej oni przebywaja to chyba gancy gal!

  12. @Nova… skarbie! gdybyś tak czasami zdjął słuchawki z uszu, klapki z oczu, oderwał się od ekscytujących audycji RM… rozejrzał się dookoła, w bardzo szerokim promieniu… poczytał prasę polską, porozmawiał z siostrą, siostrzeńcem, przyjaciółmi… to może byś zrozumiał dlaczego :)

  13. Krystyno, co do swobody tłumaczenia: owszem, tutaj ktoś zanurzony na codzień w języku reklamy może lepiej ode mnie (mającego kontakt z językiem intensywny, ale ograniczony do pewnych pasm) ocenić co lepiej przyciąga do lektury. Wdałem się w cytowania tytułu w innych językach, bo odniosłem wrażenie, że zupełnie niedwuznaczne potraktowanie imienia Jezusa jako produktu nie przechodzi przez tłumacza, wydawnictwo and what not bo jesteśmy bardziej papiescy niż Włosi i inni. Ale może Twoje wyjaśnienie chwyta istotę ich decyzji i moja uwaga jest poprawna, ale nietrafna.

  14. @Krystyno – Twoja ostatnia wypwiedz nie dala mi zblizyc sie do wiedzy jaka posidasz o prikazie nazywania rumunow romami ))))

  15. Nie czytałem więc trochę trudno komentować ale wydaje mi się, że autor nie pokazuje nic nowego. Przecież każda wiara tak działa i nie tylko katolicka. Ba, działa chyba tak cały świat – idąc do szkoły wierzymy (o dziwo nawet wtedy niewierzący wierzą), że czegoś się w niej nauczymy, płacimy za to, szkoła buduje markę, nagradza nas, lub karze itd itd. Wiara oferuje to czego ludzie poszukują, bo niby jaki miał by sens oferować komuś to czego nie szuka. :)

  16. @SQ9XTR – A chcesz przeczytać? Co do Twojego komentarza, to jak zawsze zgodzę się ale nie do końca :) Ten element naszej „niezgody” to kwestia tego, że ja bardzo rozróżniam obietnicę (wiarę) czegoś nienamacalnego (np. błogosławieństwo) i nieweryfikowalnego (np. zbawienie) od obietnicy czegoś namacalnego (np. towar – proszek do prania lub usługa – przewóz taksówką) lub weryfikowalnego (np. wiedza) albo spełniających oba te warunki…
    Chociaż oczywiście same mechanizmy są bardzo podobne i o tym właśnie jest ta książka!

  17. Szukalem tlumaczenia tej ksiazki na angielski ale jednak niema :(

  18. Tylko wiedza to też pewna forma wiary – wierzymy w coś co inni podobno zbadali. Ludzie kiedyś wiedzieli, że ziemia jest płaska, później okazało się, że ich wiedza była błędna.

  19. Ta książka jest po prostu głupia. Jak można mówić, że msza jest kontaktem z klientem? Przecież kiedy powstawał Kóściół tych pojęć i takiego sposobu myślenia nawet nie było.Nie można powiedzieć, że to jak napisaliście ‘sucha analiza faktów’ bo te fakty są naciągane. Szczególnie widzę to kiedy autor sili się na pisanie o muzyce liturgicznej a akurat mam muzyczne wykształcenie… Wstyd że pisze się takie ksążki z nienawiści i to one wprowadzają manipulacje- to tak jak z Maybachem o.Rydzyka, którego nie ma. A to poczucie agresji ze strony Koścoła bierze się stąd że ludzie NIE POTRAFIĄ PRZYJĄĆ KRYTYKI- i mówią że ten czy tamtem ksiądz jest agresywny, bo krytykuje złe rzeczy. Co do ‘udźwignięcia lektury’ to z oczywistymi kłamstwami i naciąganiem faktów akurat nie mam problemu żeby się zmierzyć.

  20. @badziew – Witam serdecznie i dziękuję za komentarz!
    Nie zgodzę się niestety z tym co piszesz. W czasach, w których powstawał kościół jako struktura znano już metody handlu, sprzedaży, reklamy itd. Oczywiście nie pisano jeszcze o tym doktoratów ale ludzie jakoś budowali swoje fortuny – nie tylko mieczem…
    Szczerze mówiąc wątpię aby ta książka była pisana z nienawiści. Nienawiść wymaga jakiegoś powodu i jest emocją, która nawet wielu osobom jest obca. Autor książki raczej prowadzi (oczywiście subiektywną) analizę, więc można z nim dyskutować i zgadzać się lub nie. Zacietrzewianie się i zasłanianie obrazami religijnymi lub innymi, a także stosowaniem ostrych słów jak „nienawiść” raczej nie prowadzi do rozsądnego dyskursu.
    Co do samego marketingu – autor starał się pokazać, że pewne rzeczy ludzie robią naturalnie i może nawet podświadomie. Dotyczy to w takiej samej mierze liturgii, wyborów na prezydenta, jak i postępowania w życiu codziennym. Dopiero w ostatnich 150 lat te naturalne zachowania zaczęto nazywać i opisywać w książkach…

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.