Turysta / The Tourist (2010)
No i nagromadziło się recenzji… W zeszłym tygodniu miałem dużą przyjemność zobaczyć najnowszy film z Angeliną Jolie i Johnnym Deepem pt. Turysta, a wczoraj miałem już mniejszą przyjemność zobaczyć film Polowanie na czarownice z Mikołajem Cagem w roli głównej. Dzisiejszy wpis, tak jak zapowiada tytuł będzie poświęcony pierwszemu z wymienionych filmów, o drugim napiszę w okolicach weekendu.
Turysta, w oryginale The Tourist (tym razem polscy dystrybutorzy poradzili sobie całkiem nieźle z tłumaczeniem :P), jest remakem francuskiego thrillera pt. Anthony Zimmer (2005). Jak wiele razy już pisałem, nie przepadam za remake’ami ani coverami ale tym razem nie widziałam oryginału, więc nie ma problemu…
Prawie cała akcja osadzona jest w Wenecji. Jako tło poznajemy klimat małych uliczek, kanałów, pięknych hoteli oraz bogatych wnętrz balowych. Reżyser Florian Henckel von Donnersmarck postanowił zrezygnować w większości typowych dla współczesnego kina efektów specjalnych, chociaż tworzył przecież film sensacyjno-kryminalny i za to ma u mnie dużego plusa!
W filmie nie zobaczymy Angeliny skaczącej z mostu na ciężarówkę jak w Salt (2010), albo uciekającej nie wiadomo jak wielkiej grupie uzbrojonych facetów w Pan i Pani Smith (2005). Większość akcji wydaje się dość realna, co może momentami zaskakiwać! Oczywiście na siłę można odnaleźć elementy przesadzone, np. brak jakiegokolwiek zabrudzenia strojów Angeliny ale to już można jedynie porównać z problemem „samoczyszczącego się podkoszulka” Johna McClane’a (Bruce Willis) w Die Hard (1988) lub nienagannej koszuli Stasia (Tomasz Mędrzak) w filmie W pustyni i w puszczy (1973).
Tyle napisałem o filmie, a znów nie było nic o fabule…
Generalnie chodzi o to, że Elise Clifton-Ward jest śledzona przez służby specjalne bo swoją osobą ma doprowadzić Interpol do byłego kochanka Alexandre’a Piersa. Równocześnie były kochanek chce odwieść służby od swojej osoby przez małą intrygę w którą wciąga Elisę. Jej zadaniem jest znalezienie osoby podobnej do Niego i przekonanie Interpolu że to On. Jako przynętę wykorzystuje wybranego przypadkiem w pociągu Amerykanina – Franka Tupelo. Potem mamy kilka zwrotów, trochę gonitwy w Wenecji. Jako, że połowa transportu odbywa się w tym mieście droga wodną (jak nie więcej), to mamy zarówno samochody, jak i motorówki oraz gondole… Jest też trochę strzelania, trochę mafii, której przedstawiciele mówią obowiązkowo po rosyjsku :). Gdybym był Włochem to bym się obraził! Jak może mafia rosyjska „rządzić na mieście” i panoszyć się w Wenecji?
W trakcie seansu pomyślałem, że nawet jakby nie było akcji pościgowej, a aktorzy po prostu by rozmawiali i chodzi po Wenecji, to film i tak by mi się spodobał ze względu na Angelinę. Kiedyś ta aktorka zupełnie mi nie odpowiadała ale może musiała się trochę postarzeć (co widać po Niej coraz bardziej) albo to ja musiałem się postarzeć, a może jedno i drugie.
Tak czy inaczej jest to film stworzony dla aktorów, a nie dla akcji jako takiej. Angelina już raz występowała w takim „filmie dla aktorów”, w duecie z Bradem Pittem - Pan i Pani Smith (2005). Moim zdaniem jednak ta nowa produkcja jest o wiele lepsza, chociaż muszę przyznać, że jako aktor bardziej odpowiada mi Brad Pitt niż Johnny Deep!
Podsumowując, jeśli ktoś jest zainteresowany ostrym kinem akcji, z wieloma efektami, niemożliwymi sytuacjami w stylu „zabili go i uciekł” to nie powinien iść do kina. Jeśli ktoś ma ochotę popatrzeć na ciekawą grę aktorską Angeliny, na Jej stroje i fryzury, na wnętrza, krajobrazy etc. i czerpać przyjemność z tego klimatu, to serdecznie polecam. Johnny Depp jest w filmie mniej wyrazisty niż Angelina ale może to tylko mój męski punkt widzenia. Nie przeszkadza mi to jednak napisać, że Jego kreacja wypada również dobrze. Grana przez Niego postać amerykańskiego „turysty-pierdoły” idealnie kontrastuje z twardą i konkretną kochanką kryminalisty :) Moja ocena to 7/10 i waham się, czy nie dać 8.
Miłego oglądania!




I znowu namiętne usta Angeliny…. :)
Ja czytałem już różne opinie, niby zajawki w kinie mnie zachęciły, ale późniejsze opinie że film jest drętwy jakoś opóźniły pójście nań do kina.
Ale wczoraj była znajoma i zachwalała, dziś ty też na plus, więc może jeszcze dziś się wybiorę, bo jutro znowu garść premier :)
PS Polowanie na czarownice widziałem i w sumie mi się podobał, ciekaw jestem Twojej opinii :)
Czyli lepiej iść na Turystę, niż na czarownice?
„Turysty-pierdoły”- Jakub i jego wstawki… o mało co nie spadłem z krzesła- ale to prawda dużo takich… Co do Angeliny- ilość Botoxu zwiększa się na jej twarzy wprost proporcjonalnie do wieku…
@manaro – A Ty widzisz tylko te usta :P jest jeszcze wiele innych elementów do podziwiania…
@Piotr Szymczak – Ja polecam ten film jako, że w wielu momentach byłem miło zaskoczony. O Polowaniu na czarownice napiszę w weekend ale teraz mogę powiedzieć, że nie za dobrze oceniam ten film.
@Spex – Jeśli stoisz przed takim wyborem, to definitywnie polecam Turystę!
@Przewodnik UIMLA – Drogi Sebastianie – czy przeczytałeś dokładnie mój wpis i zrozumiałeś kontekst, w jakim użyłem zwrotu „turysta-pierdoła”? Bo mam wrażenie, że nie do końca :)
Owszem- ale moje stwierdzenie było ogólne, poza tym jakoś tak mnie to rozśmieszyło w tym smutnym dniu i po prostu nie mogłem się nie podzielić radością z tego faktu:P
Jakubie bo usta ma nadal namietne, ale reszta jej ciała już wyrażnie taka starsza. To nie ta Angelina co kiedyś :)
To może ja jako kobieta powiem że na film warto iść nie tylko dla Angeliny i tym bardziej dla mnie obiektem westchnień w filmie nie będzie też Johnny Deep. Film jest fajny sam w sobie. Nie ma praktycznie scen niemożliwych, przesadzonych, przeefektowanych. Obrazy są urocze, a gra aktorów naprawdę niezła. Mimo że jestem kobietą (choć nie wszyscy w to wierzą) to nawet muszę przyznać, że patrzenie na dobrze wyglądającą Angelinę może dać trochę satysfakcji. Piękne zestawienie lekko brudnego, niedogolonego turysty z Ameryki z wytworną, elegancką i szykowną Brytyjką jest przeurocze.
Gdzieś już pisałem – to jeden z filmów na które czekałem najbardziej. Niestety nie znalazłem jeszcze tyle wolnego czasu, by go obejrzeć, jednak na pewno, to zrobię. Chociażby dla samego Johnnego Deppa.
Każdy ma jakieś zboczenia… A.Jolie.. nie jest jeszcze takim najgorszym :))
@manaro – Ależ właśnie teraz taka starsza jest ciekawsza! Oczywiście jak wiadomo – nad gustami się nie dyskutuje :)
@Ebro – Gdzieś czytałem, że według kilku krytyków Johnny Depp nie dał z siebie wszystkiego ale według mnie było OK.
@Krystyna – Wolę takie niż… sama wiesz…
A ja myślę, że filmik fajny, ale tylko wtedy, jak naprawdę ma się wolny wieczór, pełno czasu, piwo w lodówce i oczekuje się czegoś takiego, hm, intelektualnie nienachalnego :) Wtedy człowiek może stwierdzić, że się nieźle bawił, pośmiał i popodziwiał kawałek Jolie / Deppa. Ja właśnie w takim stanie oglądałam ten film, więc jest ok.
Ale tak naprawdę film oceniam jako, jak to mówią Czesi: „nic moc”.
;)
@Kasia – Dokładnie tak! Jeśli ktoś szuka bardzo wyrafinowanych zagadek, trudnych problemów moralnych itd. to lepiej niech nie ogląda tego filmu :) Jak się po prostu ogląda piękne obrazy, to czas mija wyśmienicie!
Obejrzałem sobie kilka dni temu ten film w samolocie i muszę przyznać, że było to bardzo przyjemne. Akurat takie miejsce i czas gdy nie wymaga się intelektualnej głębi, ale miłego zajęcia dwóch godzin ;)
@Maciek D. – Cieszę się, że nie tylko ja potrafię z odpowiednim nastawieniem obejrzeć taki film :)