Agora (2010)
Dawno nie pisałem o filmach i jakoś też dawno w ogóle nie pisałem… Mam jednak wytłumaczenie – po prostu ze względu na upały zrobiłem sobie kilkudniową przerwę od komputera w domu…
Skoro mamy jednak mój wielki powrót, to wypada zacząć od wielkiego filmu!
Wreszcie, bo ostatnich kilka filmów nie bardzo do mnie trafiało, obejrzałem coś naprawdę dobrego! Był to film w reż. Alejandro Ameba pt. Agora (org. Ágora).
Taka uwaga jeszcze na wstępie – zaczynam obserwować pewną tendencję: jeżeli nie podoba mi się zwiastun, to film mi się podoba i na odwrót…
Tak też było i tym razem. Idąc do kina bałem się, że będzie to film w stylu kilkunastu innych wielkich produkcji o czasach antycznych, przepełniony wielkimi batalistycznymi scenami i symulacjami wszystko co się tylko da ale za to z wielką pustką jeśli chodzi o przekaz. Dodatkowo tzw. środowiska feministyczne zachwycały się ze wszech miar tym, że oto mamy film o czasach antycznych, którego główną bohaterką jest kobieta i to jeszcze tak bardzo wyzwolona – och, ach i super bomba! Chociaż z tym stwierdzeniem o kobiecie wyzwolonej to muszę uważać, bo swego czasu niejaka Frytka w rozmowie z Wojciechem Cejrowski powiedziała, że „kobieta wyzwolona” to jest to samo co dziwka…
Powróćmy może lepiej do omawianego filmu. Otóż okazało się, że na seansie nie było tak źle – było wręcz świetnie! W odróżnieniu od tego co widzimy w zwiastunie, bohaterem opowieści jest nauka jako taka i próby jej ograniczania ze strony religii i to zarówno za pomocą słowa jak i miecza. Przez całą opowieść przebija myśl o tym, że należy być wiernym swoim ideałom/przekonaniom i zmieniać je jedynie pod wpływem merytorycznej dyskusji, a nie pod wpływem tego jak wiatr zawieje. Jak to pięknie pasuje od naszych czasów i nawet chwilowej sytuacji w Polsce….
I znów zmieniam temat, więc dyscyplinuję się i wracam do Agory. Jeśli chodzi o zdjęcia to myślę, że były na wysokim poziomie, chociaż nie czuję się specjalistą w tej dziedzinie. To co mnie zaskoczyło i sprawiło dużą radość to to, że ekipa twórców tego obrazu w wielu miejscach wyraźnie zrezygnowała z typowego dla Hollywoodu, rozmachu w scenach walki lub zniszczenia. Zamiast tego przez cały seans byliśmy jakby wśród tych wszystkich ludzi należących do różnych kultur i wyznających różne religie. Nie powiem żeby to były wrażenia podobne do tzw. kamery subiektywnej ale można było czuć się naocznym świadkiem wszystkich wydarzeń. Mam! Już wiem jak wytłumaczyć to wrażenie – to było trochę tak jak kręci się reporterze dla Wiadomości albo innych Faktów lub programów typu Magazyn Reportera.
Kolejnym smaczkiem było to, że aktorzy wybrani do filmu w większości wyglądali tak jak w rzeczywistości wyglądali ludzie zamieszkujący w tamtych czasach Aleksandrię. Ciemna karnacja i semickie rysy w powiązaniu z akcentem typowym dla ludzi bliskiego wschodu dodawały pierwiastek realności przedstawianym wydarzeniom.
O samej fabule nie będę się rozpisywał, bo co bym nie napisał to tak będzie to tzw. spoiler – lepiej zobaczyć samemu i to najlepiej na dużym ekranie…
Wyjątkowo, nie zauważyłem specjalnych błędów filmowych ale warto wspomnieć, że osoba pisząca „teksty zachęcające” umieszczone na jednym z polskich plakatów jest chyba idiotą. Gdzieś pojawił się napis informujący, że 1000 przed Kopernikiem i Galileuszem właśnie główna bohaterka, czyli Hypatia odkryła model heliocentryczny i to dlatego została zabita. Nic bardziej bzdurnego, bo:
- w filmie wspominane jest, że tego odkrycia dokonał ktoś ok. 500 lat wcześniej i był to konkretnie Arystarch (z Samos)
- Hypatia w pewnym momencie wpada na genialny pomysł ruchu po elipsie, a ten pomysł należy raczej do Johannesa Keplera, a nie Kopernika lub Galileusza
- o ile ja dobrze zrozumiałem to Hypatia nie została zabita za to odkrycie, tylko problem leżał bardziej w obszarach religijno-kulturowych
W ramach ciekawostki polecam poczytać też wypowiedzi na Forum FilmWeb.pl :-) a momentami raczej :-( Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że Stanisław Lem był geniuszem, kiedy powiedział*:
Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
I na koniec jeszcze wspominany zwiastun:
*(oczywiście geniuszem był nie tylko wtedy)



Musze przyznać, że przekonałeś mnie. Spodziewałem się raczej kolejnego filmu o niczym, a tu tło astronomiczne :) Trzeba będzie obejrzeć.
Bardzo polecam :D. Film często jest odbierany jako krytyka wczesnego chrześcijaństwa, ale zgadzam się z Tobą, że głównym bohaterem jest nauka i ludzie którzy się nią zajmują. Elegancko jest pokazane, że mimo iż wielcy w swojej dziedzinie to są to tylko ludzie, którzy się też mylą i ponoszą konsekwencje swoich wyborów.
Ciekawy trailer i opinia… Powiem szczerze, że chyba się skuszę na film. A co do pisania… na początku myślałem, że Google Reader szwankuje, a tu jednak faktycznie przerwa była ;]
Film świetny, warto zobaczyć. Nie wiem czy można się w nim doszukiwać jakiejś konkretnej krytyki religii chrześcijańskiej ja raczej uznałabym iż jest to krytyka religii jako takiej, każdej istniejącej i ukazanie jako nadrzędnej wartości nauki. Film jest tak dobrze zrobiony, że podczas scen w bibliotece, gdy ją niszczono, moje oczy mocno się spociły.
Obejrzę, chociaż uważam czepianie się religii za ściemę, bo jakby to ująć biblioteka była częścią kompleksu świątynnego. Zatem jej zburzenie było naturalnym krokiem wywalania starej religii. Zresztą co by tu nie mówić Akademia Platońska istniała jeszcze ponad dwieście lat po zburzeniu biblioteki. Jeśli chodzi o naukę to jakby to ująć jak mówi stare przysłowie akademickie „Nowe teorie wchodzą poprzez wymarcie zwolenników starych”. Nie wspomnę tu o tym jak jeden naukowy pajac Newton, cały czas tępił młodszego i zdolniejszego Leibnitza, wykorzystując do tego swoją pozycję w Royal Society. Byłbym bardziej byłbym ostrożny w ocenach. Co do powiązania z Polską, to jest akurat bliskie, ponieważ reżyser jest Chilijczykiem i tak jak Hiszpanie po wojnie domowej, tak oni po zamachu na Ajende mają mocne skorumpowanie na lewo (tak jak u nas, np. taki komunista jak Kuroń uchodzi za opozycję, żałosne). Na koniec jedna uwaga, Aleksandria znajdowała się we wschodniej części imperium, w kościele wschodnim i wschodniej mentalności co nijak nie przekłada się na chrześcijaństwo i kulturę na zachodzie.