GoldenLine.pl  FaceBook  linkedin  Profeo  Google+  Nasza-Klasa  FILMWEB  wiki  last.fm  Flickr  linkedin  Allegro  EveryTrail

Autor Widmo / The Ghost Writer (2010)

9 marca 2010 | 6 komentarzy | Kategorie: Film

Dziś napiszę kilka słów o nowym dziele Romana Polańskiego pod tytułem Autor Widmo.

Film wszedł na polskie ekrany niespełna trzy tygodnie temu i mam wrażenie, że nie spotkał się z jakimś szczególnym entuzjazmem naszej widowni, a szkoda…

Może najpierw wspomnę o co chodzi. Otóż mamy przyjemność poznać człowieka (Ewan McGregor), który będzie pisał wspomnienia byłego Premiera Wielkiej Brytanii (Pierce Brosnan). Fucha pisarza widma (ghost writer) trafia się naszemu bohaterowi, ponieważ w dość niejasnych okolicznościach ginie Jego poprzednik. W zasadzie na tym powinienem poprzestać, bo każde słowo więcej będzie już relacjonowaniem fabuły, którą jednak warto odkryć samemu…

Ogólnie rzecz ujmując w filmie budowany jest niesamowity klimat. Oczywiście dla niektórych widzów film może wydawać się długi i nudny jak flaki z olejem. Ale jak wiadomo nad gustami się nie dyskusyjne i po pierwsze, już po zwiastunie widać jaki będzie klimat, a po drugie jeśli ktoś zna choć trochę twórczość Polańskiego, to wie czego można się spodziewać.

W mojej opinii Autor Widmo nie jest w żadnym przypadku filmem akcji – to jest raczej film klimatu. Fantastyczne ujęcia – morze, plaża, brytyjski deszcz; świetni aktorzy w rolach pierwszoplanowych, a także drugoplanowych (Olivia Williams) i język – proszę państwa, język! to też jest bardzo ważny element tego filmu. Ewan McGregor i Jego szkocki akcent fantastycznie komponują się z całością…

Dla miłośników odniesień i aluzji film będzie zapewne materiałem do długich analiz i dywagacji. Ja pozwolę sobie podzielić się z szanownymi czytelnikami jedynie obserwacją postaci premiera Adama Langa. Od pierwszych scen Jego osoba w dość oczywisty sposób nawiązuje do prawdziwego byłego Premiera Wielkiej Brytanii – Tony’ego Blaira. Co jednak ciekawe Polański nie pozwala sobie na ocenę postaci i ogranicza się jedynie do naszkicowania mechanizmów i stosunków panujących w polityce międzynarodowej.

Nie napisałem jeszcze nic o muzyce, a zasługuje ona na piątkę z uśmiechem (jak mawiała jedna znajoma siostra zakonna-katechetka). Muszę przyznać, że coś mi ona przypomina i cały czas próbuję sobie przypomnieć, gdzie słyszałem już podobny klimat…

W filmie postawiono przed widzem kilka mniejszych lub większych zagadek do rozwiązania. W mojej ocenie ich trudność plasuje się na poziomie średnim i muszę przyznać, że po lekkim zastanowieniu da się wymyślić kto, co i dlaczego :)

I bym zapomniał – bardzo ważna sprawa: Przy rozwiązywaniu jednej z istotniejszych zagadek może przydać się znajomość filmu Szatan z siódmej klasy – szczególnie sceny w okolicach 1 h 15 min…

Jeszcze w ramach ciekawostek dodam, że część scen była kręcona na wyspie Uznam :) – czyli mamy kolejny polski element… Warto też zwrócić uwagę, że do końca filmu imię i nazwisko głównego bohatera pozostają dla nas tajemnicą, czyli jak ghost to ghost…

Oficjalna strona filmu The Ghost Writer.

.

Może zainteresować Cię jeszcze:

6 komentarzy

  1. Tym razem skomentuję od razu, bo jestem świeżo po seansie (poza tym, jak wiadomo, nienapisanie od razu może skutkować nienapisaniem wcale).
    Film zrobił na mnie duże wrażenie, ale też odrobinę rozczarował. Zacznę od pozytywów – i tu będę głównie zgadzać się z Jakubem. I tak – zgadzam się, że klimat był świetny. Przypomniał mi się stary Polański i np. „Lokator” czy „Frantic”. Zgadzam się też z tym, że muzyka zasługuje na uwagę. Dodam jeszcze, że gra aktorska też była rewelacyjna, a drobne gesty czy miny zawsze niosły za sobą dodatkowe znaczenie.
    Ale fabuła nie do końca mnie przekonała. Postępowanie głównego bohatera było miejscami skrajnie naiwne i mało wiarygodne. Takie akurat na poziomie siódmej klasy (tu piję do „zagadki”, która też mnie rozczarowała). Jaka siła, motyla noga, pchała go do tego, żeby opowiadać wszystkim na prawo i lewo o… Już nie będę pisać więcej, może ktoś z czytających ma zamiar obejrzeć ten film.
    Mimo wszystko – polecam!

  2. @Kasia – Po pierwsze witam po długiej przerwie!
    Cały czas myślałem, że o czymś miałem jeszcze napisać i nie mogłem sobie przypomnieć o czym… i dzięki Tobie już wiem :)
    Chodziło o fabułę – zgadzam się z tym do napisałaś! Ona się po prostu w wielu miejscach nie trzyma kupy i wygląda tak jakby film był pocięty i poskładany w sposób nie do końca przemyślany. Ale wiesz – Pan Roman ma teraz inne problemy na głowie, więc może to dlatego…

  3. Język oj tak to jest dobre, muzyka również, ogólne odczucia – chyba mi się bardziej podobało niż nie podobało. Trochę jest faktycznie naciągana fabuła w wielu miejscach, oczywiście przewidywalne fragment – żona premiera czy też auto-mapa to aż krzyczy…
    Mimo wszystko chyba jednak bardziej warto niż nie obejrzeć ten film. Ma pewien klimat i zakończenie jest takie ładne – nieamerykańskie :)

  4. libglib

    Witam :)

    Po raz pierwszy… mam nadzieję, że nie ostatni :)
    Nie sposób się nie zgodzić co do bardzo pozytywnych ocen klimatu, muzyki, wymowy, gestów etc. etc. etc.
    Film jest jak najbardziej wart obejrzenia i to niekoniecznie raz (choć kolejne już tylko dla klimatu). Polecam zgodnym chórem z przedmówcami.

    PS. Deszcz chyba nie był brytyjski – to była teoretycznie wyspa u wybrzeży Stanów.

  5. @Gosia – Zakończenie rzeczywiście jest nieamerykańskie – duży plus!

    @libglib – Witam i dziękuję za pierwszy komentarz – mam nadzieję, że nie ostatni :)
    Nie wiem czy chciałbym oglądać ten film po raz kolejny – może za miesiąc lub dwa tak, ale nie teraz.
    Co do deszczu to ja wiem, że to (miało być) było w USA ale chyba nie wyobrażasz sobie, żeby dla Premiera Wielkiej Brytanii padał inny deszcz niż brytyjski…

  6. @Jakub – argument dotyczacy deszczu przyjmuje i zgadzam sie :) a ogladanie po raz kolejny jak najbardziej po paru miesiacach, pol roku lub pozniej

    pzdr

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.