Sherlock Holmes (2009)
W zeszłym tygodniu miałem okazję zobaczyć nową produkcję filmową p.t. Sherlock Holmes opowiadającą oczywiście o sławnym detektywie Sherlocku Holmesie i jego wiernym kompanie dr. Watsonie.
Jak wiadomo jestem strasznym tradycjonalistą i nie przepadam za sequelami, remake’ami i innymi tego typu wytworami, więc poszedłem do kina z delikatnie mówiąc średnim nastawieniem.
Okazało się, że nie jest tak źle! Zacznę jednak oczywiście od wad :)
Nowe wcielenie sławnego detektywa wpisuje się niestety bardzo w styl współczesnego kina akcji. Są pościgi, szybka akcja, kobiety, miłość i gdyby nie realia wiktoriańskiej Anglii to opis mógłby pasować do kolejnego filmu z serii obrazów o agencie 007.
Przez chwilę bałem się też, że w filmie o tak zacnym bohaterze, który swoje postępowanie opiera na obserwacji i rozumnym wiązaniu faktów, pojawią się jakieś nadprzyrodzone elementy. Na szczęście wszystkie cuda pod koniec okazują się oczywiście magicznymi sztuczkami.
Warto podkreślić, że jak na amerykańskie kino, film zakończył się dość dużym niedomówieniem. Nie pokazano prof. Moriarty’ego, główny bohater nie wziął ślubu z główną bohaterką :) i w ogóle nie wiemy, co się dalej wydarzyło… Takie potraktowanie widza to nowość i duży plus dla twórców!
Oczywiście nie podobała mi się nadmierna brutalność Sherlocka i to wręcz nachalne pokazywanie go jako niedomytego, zapijaczonego i zdziwaczałego kawalera. Tak jakby wszyscy tacy byli!? Ja wolę wizję eleganckiego, niesamowicie inteligentnego i zrównoważonego gentlemana.
Jeśli chodzi o sam obraz to urzekło mnie tło wydarzeń. Bardzo dobrze dopracowany klimat wiktoriańskiego Londynu, wygląd ulic, ludzie, ich stroje, pojazdy i nawet drobne rekwizyty. Generalnie pod tym względem niczego nie brakowało, ani nic nie zostało przesadzone. Co więcej, duże wrażenie robią pojawiające się dość często XIX widoczki Londynu i Tamizy. Warto też zwrócić na całkiem niezłą ścieżkę dźwiękowa autorstwa Hansa Zimmera.
Kilka smaczków dla miłośników ukrytych symboli, znaczeń i skojarzeń (wszystko to moje prywatne obserwacje):
księga, którą posługiwali się w trakcie rytuałów „źli ludzie” miała litery hebrajskie – czyżby Kabała?- krzyż wydrapany na ścianie w więzieniu, w którym trzymany był Lord Blackwood był znakiem (krzyżem) Scjentologów
- obiektem adoracji w trakcie mrocznych rytuałów kolegów Lorda Blackwooda jest przedmiot bardzo przypominający Ostensorium…
Podsumowując nie wiem czy polecać ten film czy nie? Z jednej strony podobał mi się, a z drugiej w kilku aspektach wręcz drażnił. Tak więc jeśli ktoś jest niezdecydowany, to myślę, że warto pójść do kina, żeby wyrobić sobie zdanie. Nie będą to na pewno stracone pieniądze, choćby ze względu na możliwość podziwiania ładnych obrazów oraz posłuchania niezłej muzyki.
Poniżej zwiastun, dość dobrze oddający klimat filmu:


Zakończenie rzeczywiście nie domyka fabuły, ale to może być chłyt martekingowy, żeby można było zrobić ciąg dalszy. Wcale bym się nie pogniewał.
Pokazanie dwóch dystyngowanych dżentelmenów pozbawiłoby napięć i interesujących zwrotów, które dzięki różnicom w wykreowanych postaciach są łatwo dostępne.
Też byłem pod wrażeniem bogactwa i malowniczości w tle akcji.
Jak dla mnie dobry film sprawnie godzący tendencje we współczesnym kinie z ciekawą historią znaną z książek i lubianą przez rzesze czytelników.
Polecam zarówno oglądanie jak i poczytanie książek.
Tag „nie polecam”? Co do brytyjskiego klimatu, to nie można pominąć faktu, że Guy Ritchie jest wlaśnie z krwi i kości Brytyjczykiem, a co do pokazania Holmesa jako nieco zapitego jegomościa uznaję za ciekawy zabieg, trochę przesuwający ‘lans’ w stronę Watsona, który nie jest tylko nudnym asystentem a wręcz przeciwnie :) Mnie się film bardzo podobal, może te retrospekcje zbyt nachalnie wyjaśniają co i jak bylo, ale cóż, nie można za dużo wymagać od „stupid white men”. Ogólnie ja też uważam film za bardzo udany i wart polecenia.
mi tam się podobał ;)
@RafałC – A ja polecam również klasyczne ekranizacje opowiadań o Sherlocku Holmesie. Na szczególną uwagę zasługuje The Hound of the Baskervilles!
@Kamil Maciejewski – Ustawiłem oba tagi bo z jednej strony film mi się podoba, a z drugiej strony mam zastrzeżenia :)
@Szymon – Witaj na mojej stronie! Napisałeś, że Tobie się film podoba ale nie napisałeś – dlaczego?
Byłem, widziałem – czy już nie można zrobić normalnego kryminału tylko prawie zawsze w grę musi wchodzić jakiś „czar”, mistycyzm. Brak mi klasycznych zagadek jakie można znaleźć w historiach Conan Doyla (chyba tak się piszę). Po za tym dobre sobotnie kino, tylko to ale …
Też jestem wielbicielką klasycznych dzieł Doyle’a. Oj, jak bardzo chciałam być taka mądra jak Holmes! ;p Imponowało mi, że był perfekcjonistą w tym, co robił. Dzięki temu ale także pomimo to strasznie się ucieszyłam, że będzie film o moim ulubionym bohaterze xD Kilku znajomych było rozczarowanych po obejrzeniu produkcji, dlatego do kina szłam z mieszanymi uczuciami… Ale zdecydowanie nie było się czego obawiać! Może ja już jestem wychowana na tych filmach akcji, może to już jakaś degradacja, ale naprawdę pomysł autorów filmu to (jak dla mnie) strzał w dziesiątkę! A ten trochę zdziwaczały Sherlock Holmes wcale nie stracił swojego uroku! xD Dla mnie osobiście to była uczta :) i ten klimat!
@elgo – Czar i mistycyzm to akurat dla mnie pół biedy – według mnie akcja była po prostu trochę za ostra…
@dragonka – De gustibus non est disputandum :) To właśnie jest piękne, że każdy z nas inaczej odbiera takie filmy! A Sherlock jest nie tylko Twoim wzorem, jest takich jak Ty więcej… :P
Trochę odgrzebuję temat, ale dopiero niedawno obejrzałam film. Moja opinia najbliższa jest jakubowej – nie do końca wiem, czy polecić, czy nie. Urzekło mnie parę rzeczy. Poczucie humoru Sherlocka. Świetnie ukazany Londyn – aż nabrałam ochoty na wycieczkę na wyspy :) Wciągająca fabuła i uroczy Watson, daleki od moich wyobrażeń – wcześniej jawił mi się raczej jako nieporadny grubasek, a tu huhu :) Do tego plus za migawki z życia osobistego obu panów, ktore dodają nutki pikanterii. Za to troche nużyły mnie sceny walk, zwłaszcza w drugiej połowie. Owszem, były dobrze zrobione, ale ich nagromadzenie spowodowało, że zaczęłam podsypiać. Poza tym wraz z napisami końcowymi „Sherlock” wyparował mi z głowy, co świadczy o tym, że na mojej liście ulubionych filmów wysokiego miejsca nie zajmie…
@Kasia – Witam po przerwie i dzięki za odgrzebanie tematu – ja jak widać też ostatni nie miałem czasu nawet na komentowanie :)
Widzę, że bardzo zgadzamy się ocenie filmu :) – podoba mi się też zakończenie Twojego komentarza, bo mam podobne odczucia. Po wyjściu z kina nie pozostaje zbyt dużo w pamięci…
Co do wycieczki na wyspy, to nie wiem czy wiesz, ale od jakiegoś czasu planujemy wyprawę klubową do Szkocji…