The Koksownik Strikes Back (2010)
Dzisiejszy wpis będzie poświęcony koksownikowi! Ale czymże jest ten stwór o dziwnej nazwie?
Młodsze dzieci mogą już nie pamiętać, a starsze jeśli nawet pamiętają to jak przez mgłę lub z opowieści jeszcze starszych :) Tak więc sprawdźmy, co na ten temat mówi wszechwiedząca wikipedia:
Koksownik - prowizoryczne palenisko w postaci kosza wykonanego z zespawanych prętów stalowych, często na metalowych nogach, służące do spalania koksu, używane głównie do ogrzania się na wolnym powietrzu.
Powszechnie stosowany w czasie zimy w 1981 podczas stanu wojennego przez żołnierzy na posterunkach ulicznych.Nazwy koksownik używa się też do grilli wykonanych w postaci podobnej do oryginalnego koksownika.
I tak było jeszcze do zeszłego roku! Ale Pani Zima w tym roku daje się nam mocno we znaki i w Krakowie już od kilkunastu dni niezmiennie termometry pokazują poniżej -10 °C. W momencie, w którym piszę te słowa stacja pogodowa (SR9WXK) oddalona od mojej lokalizacji o 3,8 km pokazuje -18,9 °C. Biorąc pod uwagę taką sytuację meteorologiczną służby miejskie, jak to się mówi, wyszły na przeciw mieszkańcom Cesarsko-Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa i udostępniły dla wszystkich, całkowicie za darmo KOKSOWNIKI!
Cała akcja została bardzo ciepło :) przyjęta przez obywateli, co oznacza iż władza umie odpowiadać na żywotne potrzeby narodu!
Poniżej dwa zdjęcia przykładowego koksownika. Naszej ekpie kroniki filmowej, udało uchwycić się tylko jednego ogrzewającego się obywatela ale zapewniamy szanownych widzów, iż od wczesnych godzin porannych koksownik wzbudza bardzo duże zainteresowanie!
Tym miłym akcentem kończymy dzisiejszą Kronikę Fotograficzną i zapraszamy do wspólnego okrzyku:
Niech żyje globalne ocieplenie! Niech żyje!







Widzę, że w nawiązaniu do „wojskowej tradycji” użycia koksowników, Pan który korzysta z udostępnionego powszechnie przez władzę „urządzenia” ma na sobie „bojówki” :) Ładne i klimatyczne zdjęcie, niestety sielankowy i prawie historyczny charakter fotografii psują te nowoczesne samochody w tle. Pragnę też zauważyć iż to nie pierwszy raz o ile mi wiadomo po pamiętnym 1981 roku kiedy władza Stołecznego Miasta Krakowa wyciągnęła pomocną dłoń do swych obywateli w celu chronienia ich przed niesprzyjającą aurą :)
Tak sobie myślę kiedy w Ostrówku pojawi się taki publiczny koksownik. Trzeba by pogadać w wójtem :)
najlepiej wypchany rośliną z gatunku Cannabis indica :D
Popieram koksowniki !
g.
Jestem namietnym sluchaczem!
W tym tygodniu w radio Jedynka czesto padalo slowo „koksownik”. Niby jako (retro)nowy zbawiciel przemarznietej ludnosci ojczyzny. Mozliwe ze jestem w bledzie a jednak chwilami zdawalo mi sie nawet ze w „jedynce” czesciej slyszalem slowo „Koksownik” niz slowo „JP2″.
Kilka lat temu widzialem takie dunskie koksowniki w Tivoli w Kopenhadze ale co tamtejsi ludzie wiedza o prawdziwych mrozach! Wtedy w Kopenhadze nawet nie bylo temperatury minusowej!
Pozdrowienia/Nova50+
zdziwiony jestem i jednocześnie mocno rozczarowany faktem, iż tej zimy moje miasto nie wystawiło koksowników. Parę lat temu podobnie srogą zimę mieliśmy i wtedy tych grzejników nie brakowało.
@Executor – Niestety nie udało mi się uchwycić żadnego wojaka albo policjanta przy tym koksowniku – zdjęcie byłoby jeszcze ciekawsze :)
@RafałC – Raczej wątpię, chyba że napiszemy do wójta specjalną petycję w tej sprawie! Ale widzę jeden problem: czy postawić koksownik obok kościoła, czy może przed Urzędem Gminy Ostrówek, a może przed sklepem Pani Haliny (zaraz obok przystanku PKSu)?
@G933N – Oj to by się działo :)
@nova50+ – Na „jedynkę” to proszę nie narzekaj bo to bardzo dobre radio! Chyba że u Ciebie jedynka to pojęcie oznaczające ulubioną stację – Radio Ma… – jak tak to rozumiem…
@szuman – A ja się cieszę, że są koksowniki, bo to bardzo ciekawe zjawisko i lepiej niż portale społecznościowe zbliża ludzi – wręcz „skupia wokół wspólnej sprawy”…
Lokalizacja mogłaby być przedmiotem kompromisu bo Urząd jest zaraz obok/naprzeciwko Kościoła :). Nie pamiętam żebyś był w spożywczaku w Ostrówku ale w imię sprzedawczyni trafiłeś idealnie :)
@RafałC – Od razu mówisz, że trafiłem! A może ja znam się z Panią Haliną i lubię kupować u Niej cukierki i jajka – tego nie wziąłeś pod uwagę :)
„Cesarsko-Królewskiego Stołecznego Miasta Krakowa” @Kuba skąd to wytrzasnąłeś?
@piasek – W zasadzie do wyboru jest:
- Cesarsko-Królewskie Stołeczne Miasto Kraków
- Cesarsko-Królewskie Główne Miasto Krajowe Kraków
- Stołeczne Królewskie Miasto Kraków
Ja sobie czasem tak żartuję przyjaźnie, jak mówię o Krakowie ale to głównie dlatego, że od tutejszych mieszkańców kilka razy słyszałem te „rozbudowane” nazwy i to wypowiadane z wielką dumą…
Przy okazji zerknij na to zestawienie Stołeczne Królewskie Miasto Kraków na wiki.
Hmm dalej będę się upierał w tym skąd to wziąłeś. Bo „Königreich Galizien und Lodomerien mit dem Großherzogtum Krakau und den Herzogtümern Auschwitz und Zator” ze stolicą w Lemberg’u (Lwowie). Bo, najbliższy w nazwie twór z k.u.k.iem w nazwie ma Provinzial-Hauptstadt, co nijak nie tłumaczy się na stołeczne tylko co najwyżej na główne miasto krajowe, czytaj wojewódzkie. O k.u.k.u możemy mówić od 1867 roku i takiej nazwy nie widzę. Cóż pierwsza z podanych nazw jest totalnie z czapy.
Ja dla odmiany lubię przypominać, że Regnum Galiciae et Lodomeriae to łacińska nazwa Królestwa Rusi Halicko-Włodzimierskiej. Czyli jak ktoś mówi, że jest z Galicji to odpowiadam, że jak na Ukraińca, świetnie mówi po Polsku. Uwierz mi efekt zawsze jest murowany;) Możesz sprawdzić.
@piasek – Z punktu widzenia historycznego – masz oczywiście rację!
Może ja się nie wyraziłem wystarczająco precyzyjnie poprzednio, o co mi chodzi – ta nazwa to oczywiście żartobliwa kompilacja 2 głównych określeń stosowanych przez tubylców…
Na co-dzień możesz się tutaj spotkać z odwołaniami zarówno do tradycji Austro-Węgier, Rzeczpospolitej Krakowskiej, bycia Stolicą Polski itd…
A co do tekstu – to ładny, muszę kiedyś go wykorzystać!
Swoją drogą, nie masz wrażenia, że ludzie już zupełnie zapomnieli o Lodomerii i w świadomości istnieje jedynie Galicja?
@Kuba to trzeba było od razu dodać, że to Twoja kompilacja. Zaskoczyła mnie ta nazwa i dlatego się o nią spytałem.
Co do zaginięcia Lodomerii to jest to oczywiste. To była jedna z najbiedniejszych prowincji rozbiorowych Polski właściwej i większość mieszkańców nie znała niemieckiego. To i zapamiętali tylko pierwszy człon dość barokowej nazwy prowincji.
@piasek – No i wszystko się wyjaśniło…
Co do biedy – prawda, przecież mówiło się nawet Głodomeria i mniej często Golicja…
Wracając do samych nazw – to czy byłeś może kiedyś świadkiem, jak ktoś z Hiszpanii, najlepiej z okolic Santiago de Compostela rozmawia z Krakowianami i słysząc nazwę Galicja jako odniesienie do polskich ziem nie może się nadziwić :) ?
A wszystko przez to zlatynizowanie Halicza – przecież mogłoby być „Halicia”…
@Kuba nie jestem ekspertem z łaciny, ale Francuzi nie wymawiają H to coś musi być na miejscu. Tutaj raczej używanie przez Polaków albo Ukraińców nazwy Galicja, zamiast Halicz, jest nie na miejscu. Np. Czesi używają poprawnej nazwy Halič. Na ignorancję jednak nic nie poradzisz.
Cały naród, my Polacy popieramy!
@Kubuś – Witam na mojej stronie i dziękuje za komentarz. Niestety nie wiem do czego się ustosunkowywałeś swoją wypowiedzią?