GoldenLine.pl  FaceBook  linkedin  Profeo  Google+  Nasza-Klasa  FILMWEB  wiki  last.fm  Flickr  linkedin  Allegro  EveryTrail

Rumunia – pierwszy raport

18 sierpnia 2009 | 8 komentarzy | Kategorie: Turystyka

Mało być coś o Rumunii więc oto piszę…
Po pierwsze postanowiłem, wprowadzić na mojej stronie nowy dział, w którym będę spisywał porady dotyczące odwiedzanych krajów – ale to dopiero po powrocie.

Ale do rzeczy…
Do Rumunii wjechaliśmy od strony Węgier (od Debreczyna) i na pierwszy nocleg wybraliśmy miasto Oradea. Tam przenocowaliśmy się w całkiem miłym schronisku IYHF ulokowanym w internacie szkolnym. Zaraz po rozpakowaniu wybraliśmy się na miasto aby coś zjeść i napić się rumuńskiego piwa. I co się okazało? Nigdzie nie chciano nam sprzedać już jedzenia (bo było po 24), a potem również piwa :( Na koniec powiedziano nam, że jest takie miejsce o nazwie Black Eagle, gdzie można napić się piwa. Oczywiście wybraliśmy się tam ale niestety to co zastaliśmy nie pasuje do przynajmniej moich standardów. Była to alejka z parunastoma bardzo głośnymi klubami, fastfoodami i niezliczoną rzeszą młodzieży rumuńskiej. Tak czy inaczej dostaliśmy wreszcie piwo ale nie rumuńskie, bo tutaj króluje piwo duńskie! Mieliśmy też okazję zapoznać się aktualną modą rumuńską zarówno męską jak i damską. W skrócie: masakra (dla Radka) – dobrze, że przy takich opakowaniach chociaż to co w środku było niezłe :P

Z Oradei pojechaliśmy do miasta Cluj i po zwiedzeniu kilku pomniejszych miejscowości dotarliśmy na nocleg do miasteczka Victoria u podnóża Fogaraszy. Należy dodać, że udało nam się tam trafić bez Automapy.

Viktoria to kilkunasto(kilkudziesięcio)tysięczne miasteczko wybudowane po wojnie dla ludzi pracujących w kombinacie chemicznym. Wygląda to trochę jak Nowa Huta, tylko że bez Krakowa obok :P.

/MZ/ W Viktorii tubylcy wskazali nam miejsce, które nazwane mogło być campingiem (prócz nas była cała jedna przyczepa kempingowa). Dodatkowym atutem odnalezionego po bojach miejsca był basen z bardzo ciepłą wodą, niestety takiej wody nie było pod prysznicami. Zatem zamiast prysznica wzięliśmy ciepłą kąpiel w basenie przy blasku księżyca. /MZ/

Oczywiście w basenie teoretycznie nie można było pływać ale Pan Ochroniarz powiedział, że możemy ale „po cichu”.

Rano obudził nas jakiś człowiek z obsługi z informacją, że nie możemy stać tam gdzie staliśmy bo miejsce dla aut jest gdzie indziej… Chwilę nam zabrało wytłumaczenie, że nasze auto to kamper i my w nim śpimy…

Po porannych oblucjach postanowiliśmy coś zjeść ale niestety odmówiono nam bo „jest remanent i będzie otwarte za 3-4 h” – ostatecznie poszliśmy do sklepu spożywczego, gdzie „żena za pultą” wydała nam jak w dawnych czasach resztę w zapałkach :).
I po tych zakupach nastąpił najlepszy moment poranka – próby zapłacenia za nocleg i wytłumaczenia, że chcemy zostawić na noc sam samochód. Pani od pewnego momentu chyba stwierdziła, że skoro jej nie rozumiemy to nie będzie mówić głośno i ostatecznie tłumaczyła nam ruszając jedynie ustami – oczywiście po Rumuńsku :). Z pomocą kilku osób ostatecznie udało nam się dogadać i zapłaciliśmy tylko 35 RON za nasze biwakowanie i 10 RON za parking (1 RON ~ 1 PLN).

Po posiłku wreszcie wyszliśmy w góry, które niestety były przykryte chmurami, więc bez rewelacyjnych widoków. Upał, ciągłe podchodzenie, bez nawet kilkuset metrów po płaskim pozwoliły mojej skromnej osobie wejść jedynie na ok. 1500 m n.p.m., gdzie postanowiłem zawrócić i spróbować zdobywać Dach Rumunii w innym terminie. Gosia postanowiła zejść ze mną, a Rafał na twardziela poszedł dalej (pewnie opisze tę wyprawę na swojej stronie).
Dodam tylko, że trasa jest dość dobrze oznakowana, oczywiście nie tak jak szlaki w Górach Stołowych albo na Morskie Oko :) ale i tak rozsądnie…

Po powrocie do Viktorii musieliśmy jeszcze raz tłumaczyć Pani, że po pierwsze zostajemy na noc, a po drugie będzie nas dwoje – znów masakra! Nie zapomnieliśmy też powiedzieć o ciepłej wodzie, co znów spotkało się z brakiem zrozumienia :P

/MZ/ Jeśli chodzi o prysznic to brak ciepłej wody nie był jego jedynym mankamentem. Gdy wpuszczano nas na camping Pan ochroniarz skierował nas na miejsce tuż przy „części sanitarnej” zatem mogliśmy usłyszeć każdą kapiącą kropelkę spod prysznica, a kropelek tych było wiele… Zepsuł się jeden z 4 pryszniców i cały czas leciała z niego woda – sami nawet próbowaliśmy coś na to zaradzić jednak nasze wysiłki spełzły na niczym. Pan który „naprawiał” ciepłą wodę (według mnie po prostu ją włączył bo wcześniej pewnie zapomnieli) nie zareagował na to że marnuje się cała masa wody lecącej bez żadnego powodu z prysznica. Co więcej po naprawieniu wody tryumfalnie zakomunikował nam iż ciepła już jest i jak się okazało odkręcił drugi prysznic oraz kran w umywalce i tak zostawił, w końcu co to dla nich gdy dzieci w Somalii umierają z pragnienia…/MZ/

Resztę dnia spędziliśmy w uroczym towarzystwie młodzieży robotniczej Viktorii, w miejscu gdzie piwo kosztowało 2 RON – rewelacja! Wszystko dzięki wielkiemu kombinatowi!

Następny dzień upłynął na praniu i opalaniu (Gosia), czytania przewodników (ja) i dalszym marszu po górach (Rafał). Z naszym MF (Master Fogaraszy) mieliśmy kontakt radiowy, więc prawie idealnie podjechaliśmy po południu pod umówione miejsce na końcu zejścia z gór. Należy nadmienić, że dojazd do punktu pozwolił nam na pełne popodziwianie kombinatu bez i z górami w tle (będzie można zobaczyć na zdjęciach za jakiś czas).

Po spotkaniu z Rafałem wyruszyliśmy do Brasova gdzie wieczorem wybraliśmy się na nocne spacery i konsumpcję regionalnych przysmaków.

O tym co było dalej napiszemy w następnym wejściu antenowym…

.

Może zainteresować Cię jeszcze:

8 komentarzy

  1. A teraz oddajemy głos do studia powinno być na końcu. ;)
    Pytanie ze studia:
    Ile czasu zajeło Rafałowi wejście i zejście czy to były dwa czy trzy dni?
    I wszyscy tu w studio czekamy na zdjęcia rumuńskich dziewcząt.

  2. @sq9xtr – OK tak będzie następnym razem…
    Rafał wszedł jednego dnia do schroniska – jak się pożegnaliśmy to szedł jeszcze ok. 4 h – my schodziliśmy ok 2,5 h
    Drugiego dnia wszedł na szczyt i zszedł po południu do innej wioski, gdzie my na Niego czekaliśmy.
    Co do zdjęć rumuńskich dziewcząt to się doczekacie :P – nie wiem czy teraz ale na prezentacji na pewno…

  3. Pod górkę do schroniska 7,5h, od schroniska na szczyt 3,5h a w dół około 6h. Jeśli chodzi o rumuńskie dziewczęta to zdaje się, że jest zgromadzone nieco materiału do konstruktywnej polemiki :P

  4. A ja myślałam Rafał, że Wy pojechaliście zdobywać szczyty a nie.. „rumuńskie dziewczęta”.. :D

  5. @Krystyna – Gdyby Rafał zdobywał tylko te rumuńskie dziewczyny to nasze życie pewnie było by bardziej różowe, a tak to tylko stał koło aparatu który im zdjęcie robił :)

  6. Racja racja, szczyty (przynajmniej niektóre) udało się zdobyć, a z tym staniem obok aparatu to prawie tak jak ze staniem pod akademikiem :P

  7. Ciekawy opis!
    Przypomina mi się moja podróż do Rumunii z 2007r.
    Właściwie to sam się zastanawiam, czemu tak piękny kraj jest mimo wszystko często pomijany przez naszych rodaków jako cel podróży.

    Trochę impresji z moich podróży po Rumunii i nie tylko:
    http://pasjaswiata.pl/tag/rumunia/

  8. @Wojtek – Witam na mojej stronie i dziękuję za komentarz, do tego już „wiekowego” wpisu :)
    Myślę, że Rumunia jest pomijana głównie ze względu na niezliczone legendy o biedzie, brudzie, złych drogach etc. Dodatkowo przeciętny Polak nie odróżnia Rumuna od Cygana (lub jak kto woli Roma) i myśli, że tam wszyscy albo uprawiają prostytucję albo żebractwo…
    Taka jest właśnie siła stereotypów, a Rumunia jest fantastyczna zarówno ze względu na krajobrazy, jak i na ludzi!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.