GoldenLine.pl  FaceBook  linkedin  Profeo  Google+  Nasza-Klasa  FILMWEB  wiki  last.fm  Flickr  linkedin  Allegro  EveryTrail

Bogaty ojciec, Biedny ojciec – Robert T. Kiyosaki

8 maja 2009 | 10 komentarzy | Kategorie: Książki

Bogaty ojciec / Biedy ojciec Jakiś czas temu przeczytałem na stronie Radka Grzegorskiego informację o książkach Roberta Kiyosaki. Postanowiłem zainteresować się tematem i przeczytać chociaż jedną z książek z cyklu „Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec”. Radek był tak dobry, że pożyczył mi pozycję zatytułowaną „Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec – Czego bogaci uczą swoje dzieci na temat pieniędzy i o czym nie wiedzą biedni i średnia klasa!”. Książka ta została wydana po raz pierwszy w 1997 roku i według strony autora (http://www.richdad.com/) przez 6 lat znajdowała się na liście bestsellerów dziennika The New York Times. Poniżej pozwolę sobie napisać moją subiektywną recenzję tej pozycji.

Robert Kiyosaki jest amerykańskim pisarzem urodzonym na Hawajach, przez niektórych nazywany jest również inwestorem i biznesmenem. W swoich dziełach stara się On przybliżyć czytelnikom (przynajmniej w teorii) tematykę pracy, inwestowania, podatków oraz tzw. wyścigu szczurów. Na pierwszy rzut oka zapowiada się nieźle, ponieważ jak wszyscy wiemy – wiedza większości społeczeństwa o podstawowych mechanizmach finansowych jest poniżej wszelkiej krytyki (wystarczy spojrzeć na ilość i rodzaje form kredytów, podejście ludzi do tzw. „kryzysu” itd.). Z drugiej strony podszedłem do tej lektury bardzo sceptycznie, choćby dlatego, że książka ta sprzedawana jest w tych samych miejscach i w podobny sposób, co poradniki dla akwizytorów itp.

Moje przeczucia okazały się sprawdzić po stokroć. Lektura ponad 200 stron „Bogatego Ojca…” jest bardzo trudna (a nawet irytująca). Nie wynika to z zastosowania przez autora skomplikowanych wyrażeń, ani wprowadzania niestandardowych pojęć, lecz z powodu stosowanego przez Pana Kiyosaki stylu. Pozwala sobie On kilkanaście razy powtarzać te same kwestie, w sposób męczący pisać o „swoich dwóch ojcach” ciągle podkreślając (po raz kolejny) zalety i wady każdego z osobna, potem w porównaniu i na końcu razem :). Mniej więcej do 40-50 strony niczego praktycznie się nie dowiadujemy, ani nie uczymy, poza przeczytaniem kilku historyjek z dzieciństwa i młodości autora. Później pojawiają się jakieś pomysły i idee ale…

Dowiadujemy się o przepływie finansowym, przedstawiane jest kilka banałów o inwestowaniu, parę recept „na niższe podatki” i to wszystko okraszone ogromną ilością nic nie wnoszących komentarzy. Generalnie wartościową treść tej książki bez problemu można streścić na kilku stronach, a w przypadku osób posiadających bardziej rozwiniętą wyobraźnię, można by pokusić się o stworzenie wypunktowanej listy :). Specjalnie użyłem słowa „wartościowej” treści, ponieważ książka zawiera też bardzo wiele kłamstw i sugeruje stosowanie zagrywek, które mogą skończyć się na spotkaniu z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości. Nie ma sensu nawet wspominać w szczegółach o niezmierzonych pokładach nieścisłości i naciąganiu rzeczywistości (kwestie losowe).

Bardzo dobre i profesjonalne zestawienie wszelkich błędów, nieścisłości i bajek wyprodukowanych przez Roberta Kiyosaki, zostało przygotowane przez John T. Reeda na specjalnie do tego stworzonej stronie: http://www.johntreed.com/Kiyosaki.html

Podsumowując książka ta jest nic niewartą stertą bajek i wynurzeń osoby, która pisze o tym, że w wieku 47 doszła do takiego bogactwa, przy którym nie musi już pracować zarobkowo, ale jakoś dziwnym trafem pisze nadal kolejne dzieła, nagrywa filmy, jeździ z wykładami itd. Czyli jakby nie było, nadal goni za pieniądzem, a nie cieszy się z tego że pieniądze już same na niego pracują…

.

Może zainteresować Cię jeszcze:

10 komentarzy

  1. Jak zwykle nie przebierasz w słowach :P

  2. Masz rację – nie przebieram w słowach, bo lubię po przeczytaniu książki czuć, że czegoś się dowiedziałem lub nauczyłem albo że spędziłem miło kilka godzin…
    W tym wypadku mogę powiedzieć, że ktoś wydał niepotrzebnie 29,95 zł (np Ty :P), a ktoś inny stracił bezcenne kilka godzin ze swojego życia (np. ja).

  3. Cieszę się w takim razie iż nie skusiłam się aby przeczytać tę książkę. Zresztą sam wygląd okładki kojarzy mi się z kolorami z Harlequina i już ten fakt odrzucił mnie od czytania. Lubię uczyć się na cudzych błędach więc dziękuję Jakubie iż nie muszę sama doświadczać „radości” z czytania tejże pozycji.

  4. Z moich pobieżnych obserwacji wynika, że dużo ludzi zarabia na „uczeniu” innych jak zarabiać pieniądze.

    Tak samo jest z blogami. Z tego co widzę, to największe przychody i wzięcie mają zagraniczne blogi o zarabianiu na blogach.

  5. Mateusz

    Pierwszy raz spotykam się z taką opinią książki Roberta Długo zastanawiałem czy ją kupić i kupiłem. To był moja najlepsza decyzja w życiu. Może i masz trochę racji, ale ona zmienia sposób myślenia o pieniądzach (przynajmniej mój zmieniła). Dzięki tej książce zaczełem zajmować się sprzedażą na allegro i dalej chce się rozwijać. Co do tego, że mogł być streszczona na kilku stronach nie zgadzam się
    po pierwsze nikt by jej nie kupił i nie miała by takiego przekazu (daru przekonywania). Co do, że pisze nadal książki i jedzi na wykłady: On kocha uczyć ludzi to jest jego pasja, tak najmłodszy polski milioner Kamil Cebulski też już by nie musiał pracować, ale jedz po szkołach i uczy młodzież jak stać się przedsiębiorczym. Dla pani Gosi książki nie ocenia się po okładce.
    serdecznie pozdrawiam
    Mateusz

  6. Tak jak pisałem kiedyś na mojej stronie: książka ta ma swoje zalety jak i wady. Dla osoby która nie ma pojęcia o inwestowaniu / finansach może być motywacyjnym kopniakiem w odpowiednim kierunku ale dla osób które już takie pojęcie mają może być jedynie laniem wody. Niestety choćby nie wiem ile książek się czytało to od samego czytania milionerem się człowiek nie stanie. Tym bardziej od książek o charakterze motywacyjnym, a nie praktycznym.
    Odnoszę też wrażenie, że tego typu książki mogą mieć jeszcze drugie dno, a mianowicie mają napędzić drobnice na rynek, jedynie po to aby grube ryby miały na kim powiększyć swój majątek. Bo co taki „inwestor” po przeczytaniu książki za 29 zł będzie wiedział o rynku czy inwestowaniu? Będzie jedynie pozytywnie napompowany i chętny do zostania milionerem. Tymczasem praktyczną wiedzę zdobywa się latami ciężko pracując nad swoim biznesem i sobą :)
    Pozdrawiam

  7. Bardzo oryginalna recenzja tej książki! Ja książki nie przeczytałam, ale przesłuchałam na mp3. Podobała mi się jego historia o dwóch ojcach i wnioski, jakie płynęły z ich podejścia do życia. Innymi książkami R. Kiyosakiego się nie zainteresowałam, bo generalnie nie podoba mi się jego sposób analizy różnych zagadnień.
    Ale jest coś, co sprawiło mi super frajdę i pozwoliło pozbyć się pewnych nawyków myśleniowych – piszę o grze planszowej Cashflow, stworzonej przez R. Kiyosakiego. Tą grę polecam każdemu – dla świetnej zabawy, dla łamigłowek finansowych, dla przełamania stereotypów myśleniowych o pieniądzach:)

    Pozdrawiam serdecznie

  8. @Justyna – Po pierwsze witam na mojej stronie i dziękuję za komentarz! Ja osobiście przymierzam się też do przeczytania kolejnych „dzieł” Kiyosakiego ale jakoś nie mogę zebrać odpowiedniej motywacji :) Co do Cashflow – to już kilka osób mi polecało i wreszcie będę musiał gdzieś zagrać – w życiu trzeba (prawie)wszystkiego spróbować…

  9. to bardzo ciekawe bo mnie ta książka się bardzo podobała i jest ok dla mnie(jak widzisz ja również powtarzam 2 razy tę samą myśl co ciebie chyba irytuje?),oczywiście nie oczekiwałem po Robercie Kiyosakim wiedzy finansowej,jest to książka ściśle motywacyjna i pomaga się nakręcić,otwiera-przynajmniej moim zdaniem-na jakieś myślenie o przyszłości,bo przecież na emeryturę nie można liczyć…
    Kiyosaki nie wnosi nic nowego na temat inwestowania,ale sporo na temat stosunku do pieniędzy i opisuje najprostsze mechanizmy typu: kup tanio a sprzedaj drożej albo oszczędzaj i planuj długoterminowo(duuuuży poziom ogólności-tu zgoda).Tylko tyle,ale większość ludzi potrzebuje jakiegoś kopa typu książka nawet po to,żeby w ogóle zabrać się za jakieś kierowanie swoim życiem i Kiyosaki jest świetny jako ktoś kto pomaga się obudzić i zrozumieć,że tak wiele zależy od naszej własnej aktywności.Są ludzie,którzy nie trawią takich poradników z powodu pustosłowia albo oceniają entuzjazm obecny w książce jako głupotę czy strategię sprzedawcy usiłującego coś wcisnąć i ci nie powinni tego czytać bo tylko się zirytują,ale są też osoby na które to działa jako pobudka i ja raczej w tym zakresie widziałbym zasługę Roberta Kiyosakiego.Nie oczekuję od niego żadnej wiedzy szczegółowej typu analiza fundamentalna,wzory czy wykresy kursowe itp. tylko raczej takich motywacyjno-nakręcających kazań,a w tym jest świetny.Można się też od niego uczyć perswazyjnego i jasnego w stylu pisania,nie uważam żeby był mętny albo nudny,umie przykuć uwagę i łopatologicznie nawijać o prostych mechanizmach na w miarę życiowych przykładach-dobra lektura do poduszki dla copywriterów i twórców reklam,sprzedawców,akwizytorów itp.W Mlm-ach zwłaszcza typu Novision czy Aktio jadą bardzo na Kiyosakim co budzi pewien niesmak,ale jeśli wiesz,że to jest tylko książka motywacyjna i masz odpowiedni dystans to jednak polecam.Poza tym w swoim ogólnym stosunku do życia Kiyosaki ma postawę proaktywną,wierzy w siebie i uczy tego innych co jest budujące i zdrowe,zwłaszcza w tym zalewie pesymizmu w jakim żyjemy.Jego rad nie należy traktować dosłownie tylko raczej wybrać dla siebie to co pasuje i inteligentnie przekształcić,niektórzy nie dorastają ,ale to już nie jest wina autora.

  10. @Marcin – Witam i dziękuję za komentarz!

    Mogę się z Tobą zgodzić, że ta książka ma za zadanie ludzi zmotywować – OK! Niestety wiele osób wierzy w to co tam jest napisane dosłownie i podchodzi do sprawy bardzo naukowo :) i to już nie jest OK…
    Dodatkowo tak jak pisałem mi osobiście nie odpowiada taki styl ale to rzecz gustu i jak wiadomo de gustibus non est disputandum.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.